Awans

Premiera roku. Marketingowcy Skody zadbali, żeby poprzez szeroko zakrojoną kampanię reklamową przekonać nas, że nowa Octavia to najciekawszy samochód, zaprezentowany w mijającym, niełatwym roku. Czeska marka potrafi nie tylko przygotowywać efektowne reklamy, ale – co ważniejsze – tworzyć nowoczesne i coraz bardziej atrakcyjne auta. Najlepszym dowodem jest kolejna, czwarta generacja, produkowanej za naszą południową granicą Octavii…

Skoda Octavia to wyjątkowy, bijący rekordy sprzedaży, kompaktowy wóz. Wyjątkowy, bo trudno go porównywać z bezpośrednimi rywalami z segmentu C jak np. Renault Megane, Toyota Corolla, Ford Focus, czy Honda Civic. Przede wszystkim Octavia jest znacznie większa, a co za tym idzie zdecydowanie bardziej praktyczna od długiej listy konkurentów. Z drugiej strony od zawsze, a dokładniej od debiutu pierwszej generacji w 1996 roku (pomijam tu historię czeskiej motoryzacji z lat 60.), bazuje na Volkswagenie Golfie. Z niemieckim klasykiem Skodę łączy masa podzespołów na czele z silnikami, czy płytą podłogową. Rodzinę kompaktów w grupie Volkswagena uzupełniają Seat Leon i Audi A3. Wszystkie powyższe modele, które również w ostatnich miesiącach doczekały się swoich najnowszych odsłon, miałem już okazję sprawdzać. Na koniec roku przyszło mi zmierzyć się z czeską propozycją i muszę przyznać, że warto było czekać…

Co do wymiarów, to po pierwszym rzucie oka na „premierę roku”, wydawało mi się, że Octavia numer cztery lekko zmalała w porównaniu do poprzedniczki. Błąd! Jest dokładnie odwrotnie, bowiem czeska nowość jest o 20mm dłuższa (mierzy teraz rekordowe 4689mm) i ciut szersza od dość nudnej „trójki”. Teraz Skoda prezentuje się o wiele zgrabniej i lżej, a jej linię nadwozia z pełnym przekonaniem można określić atrakcyjnym, za co należy mocno pochwalić inżynierów z Mladej Boleslav. Prasowy egzemplarz, który otrzymałem do tygodniowego testu był świetnie skonfigurowany. Poza odważną barwą czerwonego lakieru, w którym było mu bardzo „do twarzy”, na pokładzie znalazło się właściwie wszystko, co można wpakować do czwartej generacji. Bogactwem wyposażenia najnowsza Octavia naprawdę imponuje, dając pokaz siły Skody. Nie sposób wypisać wszystkie jego elementy – zainteresowanym polecam zerknąć w konfigurator na stronie marki. 

Prawdopodobnie takie wersje będą rzadkim widokiem na naszych drogach, bo przecież Skoda słynie z tego, że auta z jej gamy kuszą atrakcyjnym cennikiem. A w tym rozbieżność jest bardzo duża. Teoretycznie, najtańszy model ze 110-konnym silnikiem 1.0 TSI i manualną skrzynią biegów możemy kupić za 82 200 złotych. Z kolei „mój” pojazd, napędzamy 150-konnym, 2-litrowym dieslem z automatem i masą bajerów, wyceniono na drugie tyle. To jednak nie koniec, bo w ofercie zostają jeszcze chociażby usportowione warianty RS. Jest w czym wybierać.

Skupmy się jednak na testowanym aucie. Niech żyją diesle! – aż chciało się krzyknąć, patrząc na wyniki spalania paliwa. Lekko ponad 6 litrów na setkę, po ponad 700-kilometrowej mieszanej próbie, niemającej wiele wspólnego z ekonomiczną jazdą, uznaję za wyśmienity rezultat. W trasie spokojnie da się osiągnąć jeszcze bardziej zadowalające kieszeń parametry. Co istotne, wszystko to idzie w parze z niezłą dynamiką jednostki. Niestety, trzeba spieszyć się lubić nowe diesle, bo te są obecnie niemodne i wymierają na coraz większą skalę, zostając wypierane m.in. przez wszelkiej maści hybrydy. Najlepszym przykładem jest Mazda, która ostatnio zapowiedziała, że od 2021 roku w swojej ofercie na polski rynek nie będzie miała już żadnego auta z wysokoprężnym motorem. Znak czasów.

Octavia od zawsze imponowała przestronnym wnętrzem. Nie inaczej jest w wypadku najnowszej generacji. W kabinie, a przede wszystkim w bagażniku (600 litrów pojemności!) miejsca jest cała masa. Doceniłem ilość praktycznych schowków – na napoje, telefon, okulary, klucze… Skoda jest rodzinnym autem z prawdziwego zdarzenia, czego nie można powiedzieć o sporej części konkurencyjnych kompaktów. Także wewnątrz widoczna jest olbrzymia zmiana w porównaniu do poprzednika. Octavia, podobnie jak nowy Golf, weszła w erę cyfryzacji. Tradycyjne przyciski, czy pokrętła zastąpiono dużym, dotykowym ekranem multimedialnym. Próżno szukać analogowych wskazówek zegarów – w ich miejsce trafił wirtualny kokpit, który możemy dostosować pod siebie, na wiele sposobów. Przedstawia się to niezwykle atrakcyjnie, lecz co do działania systemu miałem spore zastrzeżenia. Tak samo jak pierwsze Golfy z 2020 roku, nowa Skoda cierpi na tzw. „chorobę wieku dziecięcego”, objawiającą się niedopracowaniem elektroniki. Bezprzewodowa łączność ze smartfonem (Apple CarPlay) była dość często zrywana. Ponadto, ekran kilkukrotnie się zawieszał, wracając do poprawnego funkcjonowania dopiero po ponownym włączeniu silnika. Poza tym, elektrycznie sterowany fotel i lusterka lubiły płatać figle, zmieniając – ni stąd ni zowąd -swoje położenie. Samochód, według przedstawicieli marki, da się jednak „wyleczyć”, wgrywając mu nowe oprogramowanie, do czego zachęcają serwisy Skody. To właściwie jedyne wady tego bardzo przyzwoitego i ładnego auta.

Spodobała mi się minimalistyczna i elegancka aranżacja deski rozdzielczej. Przyjemnego klimatu nadawało materiałowe wykończenie jej sporej części, efektowny przełącznik od zmiany kierunku jazdy, czy oświetlenie kabiny Ambiente. Kwestią gustu jest dwuramienna kierownica. Obręcz przypominała tę z pojazdów minionej epoki, ale trzeba oddać, że trzymało się ją bardzo wygodnie. Jasne, dominowały twarde plastiki, lecz nie sposób przyczepić się do ich spasowania. Zresztą w droższym i bardziej uznanym Golfie jest przecież podobnie. Generalnie, nowa Octavia dowodzi, że sterotyp biedniejszej kuzynki Volkswagena ma obecnie mało wspólnego z rzeczywistością. Jeśli dodamy walory praktyczne, to w bratobójczym pojedynku swój głos oddałbym na Skodę.

Czeska marka stale pnie się w górę w motoryzacyjnej hierarchii. I nie chodzi mi tylko o słupki sprzedaży, w których to właśnie Octavia od dobrych kilkunastu lat znajduje się w ścisłej czołówce najlepiej sprzedających się nowych aut w Polsce. Nie wątpię, że za sprawą nowej generacji ten trend się utrzyma. Zaś auto, które jest bardzo popularne nie tylko jako rodzinny wóz, ale w dużej mierze jako flotowy pojazd służbowy, kojarzący się z przedstawicielami handlowymi, ucieszy każdego, kto doczeka się wkrótce przesiadki z „trójki” na „czwórkę”. I właśnie takiego motoryzacyjnego awansu życzę wszystkim zainteresowanym w Nowym Roku!

Następny

Kontakt

Napisz do mnie